Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka naukowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka naukowa. Pokaż wszystkie posty

15:50

"Czas żniw" - Samantha Shannon | Recenzja

"Czas żniw" - Samantha Shannon | Recenzja
Tę serię chciałam rozpocząć już dawno temu, bowiem słyszałam o niej wiele dobrego. Nadszedł ten moment, kiedy mogę powiedzieć, że nareszcie udało mi się to zrobić. Pierwszy tom mam już za sobą i z chęcią opowiem wam o nim trochę więcej. Z radością stwierdzam, że ta recenzja będzie należeć do pozytywnych.

Mamy rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige to unikat. Posiada dar jasnowidzenia, jednak nie jest tylko wróżem, czytającym z kart czy igieł. Jest sennym wędrowcem. W jej świecie zdradą jest już sam fakt, że oddycha. Dziewczyna pracuje w kryminalnym podziemiu, aby chronić się przed Sajonem, który uważa takich jak ona za chorych. Splot niefortunnych zdarzeń sprawia, że Paige zostaje porwana przez starożytną rasę Refaitów, prowadzących od dwustu lat kolonię karną dla wszelkiego rodzajów jasnowidzów. Ład, dyscyplina, zasady. Blada śniąca trafia pod opiekę tajemniczego Naczelnika, który od teraz jest jej panem, a zarazem naturalnym wrogiem. Aby odzyskać wolność, musi dostosować się do reguł panujących w miejscu, w którym została przeznaczona na śmierć.
"- Rozmawiamy dopiero od dziesięciu minut, Paige. Postaraj się nie wyczerpać całego swego sarkazmu na jednym wydechu."
Przed przystąpieniem do lektury kilku znajomych oraz recenzentów nieco mnie przestraszyło początkiem, twierdząc, że jest niezwykle trudny to zrozumienia, że przez pierwsze sto stron ledwo dajemy radę. Na szczęście nie było tak źle. Z czystym sumieniem przyznaję, iż pierwszy rozdział był skomplikowany, aczkolwiek wstęp do książki fantasy nigdy nie należy do najprostszych, lecz dalej jest już o wiele lepiej. Oczywiście, sięgałam po słowniczek, który znajduje się na ostatnich stronach, aby przypominać sobie, co oznaczają poniektóre nazwy, zerkałam na mapę oraz do innych notatek, lecz były to czynności rzadko wykonywane. Sporo pojęć rozszyfrowałam sama, domyśliłam się z kontekstu. Nie mówię, że kilka nie sprawiło mi trudności, ale też bez przesady. Nie wiem jak wy odbierzecie rozpoczęcie książki, bo to sprawa indywidualna, jednakże ja nie wspominam go wcale aż tak źle. Jeśli zaś chodzi o wcześniej wspomniany słownik, to uważam, że warto by było dodać do niego rozwinięcie paru ważnych skrótów, które po kilkudziesięciu stronach gdzieś mi ulatywały.

Fabuła, jak i jej rozwinięcie, zachwyciła mnie. Wykreowany świat jest naprawdę intrygujący i dopracowany w najmniejszych szczegółach. Nie było chyba momentu, który był nudzący lub niewzbudzający zainteresowania. Cały czas chciałam się dowiedzieć o dalszych losach Paige i innych postaci, które trafiły do mojego serca. Sam pomysł jest genialny, przedstawione wydarzenia spodobały mi się. Wątki dotyczące jasnowidzenia, wkradania się do czyjegoś umysłu, wędrowania po sennym krajobrazie, łączenia się z zaświatami oraz przywoływania duchów ciekawiły mnie, gdyż uwielbiam taką tematykę. Autorka opisała to w łatwy do pojęcia sposób, przez co całość wydawała się niesamowicie interesująca. Zachłysnęłam się tą historią, pochłonęła mnie na dłuższy okres.
"- Nie jesteś niemową - powiedział. - Odezwij się.
- Myślałam, że nie mam prawa odzywać się bez pozwolenia.
- Zezwalam ci. 
- Nie mam nic do powiedzenia."
Paige przypadła mi do gustu. Pod względem odwagi, lojalności i takiego poczucia postępowania w właściwy sposób, przypomina mi Penrym z "Angelfall" Susan Ee, którą darzę wielką sympatią. Jednak nasza bohaterka różni się tym, że jest bardziej harda, niewątpliwie sarkastyczna i potrafiąca postawić na swoim. Jej teksty były w punkt. Sposób w jaki traktowała Refaitów był godny podziwu. Kiedy inni trzęśli się ze strachu albo przechodzili na ich stronę, ona potrafiła się im sprzeciwić. Analizowała otaczającą ją przestrzeń, ufała tylko niektórym i nie zamierzała wydawać swoich przyjaciół. Kłamała na ich temat tak długo jak mogła. Zdecydowanie polubiłam również Juliana, Nicka, Liss, Davida oraz Arcturusa. Przy ostatniej postaci chwilę się zatrzymamy. Jego kreacja była wprost genialna. Przekonał mnie do siebie od razu. Czekam na więcej momentów z tym panem. Poza tym uważam, że najlepsze romanse rozpoczynają się albo od opatrzenia ran swojemu wrogowi, albo darowania mu życia. Czas na ocenę końcową.

Podsumowując, "Czas żniw" to bardzo dobra książka. Jestem jak najbardziej na tak. Przyznam, że to jedna z trudniejszych recenzji, jaką napisałam, ponieważ nie do końca wiedziałam, co chcę przekazać. Ta pozycja podobała mi się, ale nie potrafiłam odpowiednio ubrać w słowa swoich myśli. Jednak mam nadzieję, że chociaż w pewnym stopniu zachęciłam was do sięgnięcia po tom pierwszy. Polecam z całego serca. Moja przygoda z tą serią dopiero się rozpoczęła, ale z pewnością szybko nie skończy. Trzymajcie się i do następnego 😊

14:42

"Młody świat" - Chris Weitz | Recenzja

"Młody świat" - Chris Weitz | Recenzja
Tajemnicza epidemia zmiotła dorosłych i dzieci z powierzchni Ziemi, zostawiając przy życiu jedynie nastolatków. By przetrwać młodzi łączą się w plemiona. Każdy z ich dni jest policzony, kończą się antybiotyki oraz jedzenie. Gdy jeden współplemieńców na Placu Waszyngtonów wpada na trop lekarstwa, pięcioro przyjaciół wyrusza na ryzykowną ekspedycję. Ich podróż naładowana jest akcją, niebezpieczeństwami, wymianą ognia, gangami i cierpieniem. Czy uda im się ocalić wymierającą populację? Co odkryją po drodze? Dowiedz się sam!

O tej książce słyszałam parę pozytywnych opinii, lecz o uszy obiły mi się także te złe. Gdy zobaczyłam przecenę w Empiku i mogłam kupić tę pozycję o połowę taniej, nie wahałam się ani chwili. Zainwestowałam w własny egzemplarz z zachęcającym opisem oraz okładką. Przez pierwsze rozdziały przebrnęłam dosyć szybko, jednak z czasem zaczęłam odczuwać zmęczenie tą historią. Jeśli ciekawi was, jak brzmi moja dalsza opinia, zapraszam do czytania.
"W naszym organizmie jest coś, czego nie mają małe dzieci i dorośli; właśnie to nas chroni. Ale musimy być nosicielami Choroby, bo uaktywniają się, gdy osiągamy dojrzałość. Mówię o dojrzałości fizycznej. Gdyby decydowała dojrzałość emocjonalna, faceci żyliby wiecznie."
Najpierw wspomnę o autorze "Młodego świata". Chris Weitz jest reżyserem takich filmów jak: "Saga zmierzch: Księżyc w Nowiu", "American Pie", "Złoty kompas" oraz współtworzył scenariusz do "Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie". Dlatego czytając tę powieść, czułam się jakbym oglądała film. Cóż, nie byle jaki, bowiem "Więzień labiryntu: Próby ognia". Zaraz wyjaśnię dlaczego. Grupę nastolatków – mamy, chorobę, która nie zaatakowała tylko ich – mamy, podróż przez zniszczone miasto – mamy, poszukiwanie lekarstwa – mamy. Oczywiście, odnoszę się wyłącznie do filmu, ponieważ książki nie miałam okazji przeczytać. Mimo lekkiego zirytowania, te podobieństwa mogłam jeszcze przeboleć. Ale jeśli chodzi o bohaterów, tutaj balansowałam na granicy wytrzymałości i cierpliwości.

Mieliśmy perspektywę dwóch postaci – Jeffersona i Donny. Jeśli chodzi o Jeffa, to jego narracja bardziej do mnie przemawiała. Nie był wyśmienity, niekiedy też mnie denerwował, lecz do niego miałam stosunek obojętny. Czasem rzucił śmiesznym tekstem, a czasem użył słowa, które rozumiał tylko on i Mózgowiec. W roli przywódcy sprawdzał się dosyć dobrze. Natomiast Donna. O Matko Boska, najchętniej dodałabym ją do listy z ostatniej notki (klik). Ta dziewczyna była okropna! Nie dość, że jej przemyślenia były totalnie nudne, to do tego jej sposób wyrażenia sprawiał, że wciąż kręciłam głową z politowaniem. Używała dziwnego slangu, a apokalipsę pieszczotliwie nazywała Aposią. Do tego miała najlepszego przyjaciela, czarnoskórego geja. I o ile Petera mogłabym jeszcze tolerować, o tyle uniemożliwiało mi to jego wypowiadanie się. Jego teksty zazwyczaj polegały na: "Blablablabla, GERL", "Coś tam coś tam, GERL". Nie, nie potrafiłam tego w spokoju czytać. Aczkolwiek i tak najbardziej przeszkadzał mi zapis dialogów w perspektywie Donny. Czułam się jakbym czytała scenariusz:

Jefferson:
Co tam?

Ja:
Nic, a u ciebie?

Jefferson:
Spoko.

Serio? SERIO?! Chociaż muszę przyznać, że takie zapiski czytało się wyjątkowo szybko, więc sprawnie przechodziłam przez narrację Donny. Najlepiej jak znaleźli się w bardzo niebezpiecznej sytuacji, gdzie nie mogli być pewni, że przeżyją, a nasza główna bohaterka w tym czasie wspominała życie przed wybuchem epidemii. Postanowiłam, że na tym zakończę swoje narzekanie i przejdę do postaci, którą naprawdę polubiłam. Mianowicie niską, drobną dziewczynę – Szyfon. Niby niepozorna, lecz potrafiła dokopać. Wykazała się niezwykłą odwagą, umiejętnościami walki wręcz i posługiwania się bronią. Denerwowało mnie, że nikt jej początkowo nie doceniał. Gdyby nie ona, ta historia mogłaby się zakończyć inaczej. Jeśli chodzi o postacie epizodyczne, do gustu przypadł mi jeszcze Ratso. Wydawał się autentyczny. Nie wspomniałam jedynie o Mózgowcu, do którego mam taki stosunek, co do Jeffersona. Po prostu jest. Nie przeszkadzał mi. Zresztą czasem tylko on ogarniał sytuację, więc za to plus.
"Więc opieram się z uśmiechem o szoferkę, ale trzymam palec na spuście M2, a na twarzy mam jakby wypisane: Cześć, chłopaki! Niezły klimat! Obczajcie mój kaliber .50!"
Fabuła. Hm, miałam wrażenie, że wszystko wyglądało tak samo. To znaczy, bohaterowie pojawiali się w jakimś miejscu, tam się coś działo, uciekali, znowu byli w jakimś miejscu, tam się coś działo, uciekali i tym sposobem trafiali do kolejnego miejsca. I tak w kółko i kółko. Przyznaję, było to nieco nużące. Ogólnie gdyby wyrzucić wiele zbędnych opisów, ta książka byłaby o połowę chudsza. Ciąg przyczynowo-skutkowy nie istnieje w tej historii. Część sytuacji była całkowicie bez sensu. Jednak nie zamierzam ich wymieniać i spoilerować. Aby zrozumieć mój wywód, trzeba przeczytać tę powieść i dowiedzieć się na własnej skórze jak bardzo jest o niczym. Dno i pięć metrów mułu.

Reasumując, ta książka jest po prostu przeciętna. Nie wyróżnia się na tle innych. Końcówka była odrobinę intrygująca, ale wątpię żebym sięgnęła po kontynuację serii. Pierwszy raz mam taką sytuację, bo zazwyczaj chcę wiedzieć, jak dana opowieść się skończy. W tym przypadku jest inaczej. Nie zamierzam męczyć się przy kolejnych tomach. Zawiodłam się, niestety. Jeśli wam spodobała się to powieść, to dajcie znać w komentarzach. Może będziecie w stanie przedstawić mi jakieś zalety "Młodego świata". Trzymajcie się ciepło i do następnego ✌
Copyright © OD KSIĄŻKI STRONY , Blogger