Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty

18:00

Luty & Marzec 2018 | Podsumowanie

Luty & Marzec 2018 | Podsumowanie
Cześć i dzień dobry,
właśnie rozpoczął się kwiecień, a mi nawet nie udało się podsumować lutego. Dlatego postanowiłam połączyć dwa miesiące ze sobą, aby wszystko miało ręce oraz nogi. Poza tym w lutym udało mi się przeczytać zaledwie trzy książki, więc robienie osobnej notki byłoby po prostu bez sensu. A tak przynajmniej mogę wam opowiedzieć o ośmiu ciekawych pozycjach. Życzę miłego czytania 😁

Od razu uprzedzam, że jeśli chcecie poznać szerszą recenzję danej książki, wystarczy wejść w jej tytuł. Jednak nie przedłużajmy już. Na pierwszy ogień pójdzie "Okrutna pieśń" Victorii Schwab, która jest rozpoczęciem dylogii (przynajmniej takie plotki obiły mi się o uszy). Lektura spodobała mi się. Urzekł mnie świat przedstawiony, bowiem został skonstruowany bardzo dobrze. Kreacja  głównych bohaterów również na wysokim poziomie. Polecam. Następnie zabrałam się za "Dotyk Julii" Tahereh Mafi, ale nie mogę powiedzieć, że byłam zadowolona. Pomysł może i był w porządku, ale gorzej z wykonaniem. Większość rozdziałów niezwykle mnie nudziła. Niestety, ale rozczarowałam się. Na szczęście "Moja lady Jane" trzech autorek-koleżanek uratowała sytuację. Nie nazwałabym tego wybitnym dziełem, ale parę razy się uśmiechnęłam czy roześmiałam. Ciekawa historia, lecz nie dla wszystkich. Spodziewałam się czegoś złego, a dostałam coś zupełnie przeciwnego. Na tym zakończył się luty, a rozpoczął marzec. Przez ponad połowę miesiąca nie tknęłam ani jednej książki, lecz później mi się odmieniło i sięgałam po wiele pozycji. "Z otchłani" Martyny Senator skasowało niechęć do czytania. Jestem za to wdzięczna! Tutaj zdecydowanie polecam, gdyż drugi tom spodobał mi się bardziej od "Z popiołów". Współczesna opowieść miłosna. Inaczej tego określić się nie da. Zaraz potem pojawiła się na horyzoncie "Cesarzowa kart" Kresley Cole. Uważam, że ta pozycja jest odrobinę specyficzna i początek nie każdemu może się spodobać. Później jest dużo lepiej. Poruszamy rzadko spotykany temat, czyli postaci z kart Tarota. Mogę polecić, ale ręki nie dam sobie uciąć, że akurat wam przypadnie do gustu. Nadszedł czas na najlepszą książkę w tym podsumowaniu, czyli "It ends with us" Colleen Hoover, która oczarowała mnie od pierwszej strony. Zachęcam do zapoznania się z treścią, ale bez czytania opisu z tyłu okładki. Nie potrafię powiedzieć ani jednego złego słowa na tę lekturę. Teraz przechodzimy do "Czasu Żniw" Samanthy Shannon. TO. BYŁO. GENIALNE. Świetna fantastyka, świetny pomysł, świetni bohaterowie. Wszystko było świetne. Ostrzegam, że wstęp trudny do zrozumienia, ale później płynie się w tej historii. I ostatnia książka to "Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas, której nie udało mi się jeszcze zrecenzować. Niedługo powinien pojawić się post na ten temat. Wyczekujcie!
Tym sposobem zbliżamy się do nowego punktu, czyli przedstawienia książek, które udało mi się zakupić w danym miesiącu (w tym przypadku dwóch miesięcy). Nie jest ich wiele, a kilka z nich doczekało się już swojej recenzji. Mam tutaj na myśli "Cesarzową kart", "It ends with us", "Z otchłani" i "Czas żniw". Oprócz tego na mojej półce zagościły takie pozycje jak:
  • "Promyczek" Kim Holden 
  • "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno" Kirsty Moseley
  • "Zakon mimów" Samantha Shannon
  • "Egomaniac" Vi Keeland
  • "Wetern" Katy Regnery
Myślę, że za parę z nich niedługo się wezmę, więc oczekujcie kolejnych recenzji.
Jeśli chodzi o seriale, które obejrzałam w tym okresie, to mogę się trochę pochwalić. Przede wszystkim "Once upon a time". Przebrnęłam przez ponad trzy sezony, dlatego teraz znajduję się gdzieś w połowie czwartego. Aktualnie moje zainteresowanie spadło, ale często miewam takie kryzysy. Co mogę powiedzieć? Podoba mi się. Nie jakoś szczególnie, ale tamten świat bardzo mnie urzekł. Uwielbiam baśnie, a połączenie ich wszystkich w jedno, to coś pięknego. Ruszyłam także z "Czarodziejkami", ale tylko kilka odcinków, więc praktycznie nadal stoję w miejscu. Pokusiłam się o pilota "Glee", lecz nie wiem jak to się dalej potoczy i czy będę kontynuować. Nowym serialem, który niedawno się pojawił jest "Life sentence". Szczerze? Oglądam, bo występuje w nim Lucy Hale (dla mnie to na zawsze będzie Aria), ale szału nie ma. Fabuła wydaje się ciekawa, ale początek nie urzekł mnie zbyt mocno. Mamy historię dziewczyny, która pokonuje raka. Kiedy dowiaduje się, że jej życiu nie zagraża już choroba, wydaje się, że to koniec nieprzyjemności dla Stelli. Na jej nieszczęście okazuje się, że przez te wszystkie lata jej rodzina, przyjaciele i ukochany przed nią grali, gdyż wiedzieli, iż niedługo umrze, a chcieli by było idealnie. Tym sposobem odkrywamy, że rodzice Stelli mają problemy, tata wpadł w długi, mama umawia się z dziewczyną, chłopak nigdy nie mówił jej o sobie prawdy, a rodzeństwo... Tutaj musicie się przekonać sami! Mam nadzieję, że serial niedługo się rozkręci.

Na tym zakończymy dzisiejszy post. Czy podoba wam się taka forma podsumowania? Czy dodalibyście coś, czy może odjęlibyście? Dajcie znać! A tymczasem do następnego 💘

13:03

Styczeń 2018 | Podsumowanie

Styczeń 2018 | Podsumowanie
Cześć wszystkim! Miesiąc dobiegł końca, więc wypadałoby zrobić podsumowanie stycznia. Tak naprawdę jest to mój pierwszy wpis tego typu, ponieważ bloga założyłam dokładnie czwartego stycznia. Na dobrą sprawę moja przygoda dopiero się rozpoczęła, ale przez ten czas nagromadziłam już wiele pozytywnych emocji. Blogosfera pochłonęła mnie na tyle, że czuję się jakbym od zawsze dla was pisała. Chciałabym przede wszystkim podziękować, że przyjęliście mnie z otwartymi ramionami. Doceniam każdy komentarz, każde wyświetlenie i wspieranie mnie. Ściskam was na odległość, a tymczasem przejdźmy już do książek 😉
W styczniu udało mi się przeczytać 6 książek. Wszystkie zaprezentowane są u góry. Pierwszą z nich jest "Z popiołów" Martyny Senator, którą polecam. Mimo że nie jest to arcydzieło, bawiłam się dobrze i przeznaczony na tę pozycję czas na pewno nie był stracony. "The Call. Wezwanie" Peadara O'Guilina ma swoje plusy i minusy, ale z chęcią sięgnę po kontynuację serii. Zdaję sobie sprawę, że ta książka nie jest dla szerokiego grona odbiorców, gdyż historia jest specyficzna, ale jeśli nie przeraża was wszechobecna brutalność i wulgarny język, to sięgnijcie po tę lekturę. "Młody świat" Chrisa Weitza był zły. Bardzo zły. Nigdy nie zdarzyło mi się nie chcieć nie czytać kolejnych tomów, ale w tym przypadku właśnie tak się stało. Była to najgorsza książka, jaką przeczytałam w styczniu 2018. Dalej mamy "Żniwiarza: Pustą noc" Pauliny Hendel, który zdecydowanie mi się spodobał. Zakończenie było do przewidzenia, tak samo tożsamość głównego antagonisty, ale fabuła jest interesująca oraz wciągająca. "Ponad wszystko" Nicoli Yoon totalnie skradło moje serce. Ta pozycja podobała mi się najbardziej w tym miesiącu. Polecam gorąco, bo ta książka jest genialna! I na koniec "Przebudzenie Olivii" Elizabeth O'Roark, które nieco mnie zaskoczyło przebiegiem akcji. Myślałam, że to będzie zwykły romans, a tutaj niespodzianka. Jestem usatysfakcjonowana. Reasumując, ten miesiąc był o dziwo udany, choć niekoniecznie się na to zapowiadało. ALE TO NIE KONIEC!

Jak wiemy książkoholizm idzie zazwyczaj w parze z serialoholizmem, więc postanowiłam opowiedzieć trochę o serialach, które oglądałam w styczniu. Myślę, że taki dodatek będzie dla niektórych ciekawy. Jeśli nie, można śmiało przewinąć ten fragment, gdyż nie chcę zatrzymywać was przy czymś, co nudzi.


Najpierw wspomnę o serialu, który mamy na obrazku. Once upon a time oglądam od niedawna, więc udało mi się obejrzeć dopiero dziesięć odcinków, ale jestem zachwycona. Cała opowieść pochłonęła mnie doszczętnie. W Storybrook zostały uwięzione postacie bajkowe, bowiem Zła Czarownica rzuciła klątwę. Wszyscy zapomnieli o swojej prawdziwej tożsamości, prowadzą normalne, ludzkie życie. Nie starzeją się, ponieważ czas stoi w miejscu. Jednak nim klątwa została aktywowana Śnieżka i Książę James wysłali swoją córkę Emmę do rzeczywistego świata. Po dwudziestu ośmiu latach wraca i jest jedyną nadzieją na przywrócenie wspomnień. Naprawdę polecam! Poza tym obejrzałam pierwszy sezon serialu Famous in love. Nie jest to najlepsza produkcja, aktorzy grają trochę sztywno i mogę wskazać może trzy osoby, które naprawdę lubię, ale dwa ostatnie odcinki pozostawiły po sobie tyle pytań, że z chęcią obejrzę nowy sezon, który wychodzi w kwietniu tego roku. I na koniec Czarodziejki. Stary serial, który chciałam obejrzeć ze względu na to, że jako mała dziewczynka oglądałam parę odcinków, ale w przypadkowej kolejności. Teraz poznaję tę historię od podszewki. Jestem na trzecim odcinku czwartego sezonu. Jakość nie jest najlepsza, efekty specjalne początkowo mnie rozbawiały, ale wkręciłam się. Całość prezentuje się bardzo dobrze. 

Znacie któryś z tych seriali? Co oglądacie aktualnie? Pochwalcie się w komentarzach. Może mamy podobny gust? I tym akcentem będę się z wami żegnać. Trzymajcie się ciepło, a tymczasem do następnego 💕

21:00

Najlepsze i najgorsze książki 2017 roku | Podsumowanie

Najlepsze i najgorsze książki 2017 roku | Podsumowanie
Witam wszystkich w mojej pierwszej notce. Ja jestem Weronika i dzisiaj przychodzę do Was z książkowym podsumowaniem 2017 roku. Postanowiłam, że w taki sposób rozpocznę swoje blogowe życie. Kolejne posty będą dotyczyły recenzji książek, które będę czytać w 2018. Stwierdziłam, że taka tematyka najbardziej się przyjmie, a rozpoczęcie OD KSIĄŻKI STRONY wyjdzie w huczny sposób. Jednak na początek chciałabym życzyć Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Mam nadzieję, że Wasze marzenia się spełnią, będziecie realizować wszystkie wyznaczone cele i wokół siebie zgromadzicie wspierające Was osoby. Teraz przejdziemy do najlepszych książek, które przeczytałam w 2017. Nie są to koniecznie pozycje, które wyszły w poprzednim roku. Po prostu miałam trochę do nadrobienia starych powieści, więc znajdą się tutaj książki, które mogliście przeczytać parę lat temu. Są one ustawione w przypadkowej kolejności. Zapraszam do czytania!

NAJLEPSZE KSIĄŻKI:

Seria „Czaroziemie” S. Dennard

Pierwszą część kupiłam, ponieważ słyszałam o niej dużo dobrego. Natomiast drugą dostałam w prezencie. Choć początkowo nie mogłam wkręcić się w te powieści, później pokochałam je z całego serca. Gdy zaczynamy rozumieć poszczególne słowa, całość staje się przyjemniejsza w odbiorze. Główne bohaterki są tak dobrze wykreowane. Razem tworzą świetną całość. Jedna nie może istnieć bez drugiej. Wiele osób twierdzi, że nie potrafi wybrać pomiędzy nimi, lecz w „Wiatrodzieju” moją sympatię w większym stopniu zdobyła Iseult. Jej sposób bycia, lojalność i inteligencja mnie oczarowała. Aczkolwiek Safi również zasługuje na oklaski. Ma niezwykły dar, którego prawdę mówią ani trochę jej nie zazdroszczę. „Prawdodziejka” spodobała mi się bardziej niż jej kontynuacja. Czekam na dalsze części. Magiczna historia, niesamowicie przedstawiony świat i mój nowy mąż, który przyćmiewa wszystkich innych książkowych crashów.

Indeks szczęścia Juniper Lemon J. Israel

Czas na powieść jednotomową, których ostatnimi czasy czytam znacznie mniej niż serii. Jednak ta książka była na tyle dobra, że musiałam ją tutaj umieścić. Uważam, że jest trochę niedoceniana, dlatego mam nadzieję, iż dzięki temu więcej osób się o niej dowie i przeczyta. Jest ona z perspektywy nastolatki, która musi się pozbierać po stracie starszej siostry. Może to właśnie ten wątek do mnie przemawia, bo sama posiadam rodzeństwo i uważam, że nie byłabym na tyle silna, co Juniper. Ta książka pokazuje nam, że czasem nie warto grzebać w cudzych śmieciach - dosłownie i metaforycznie. Przyjemny styl pisania, nie musimy się aż tak skupiać na przekazywanej treści, co w "Prawdodziejce". Ludzkie problemy i ludzkie rozwiązania. Wydaje się, że to nic ciekawego, ale po przeczytaniu tej lektury czułam się trochę inaczej. Mamy nieco humoru, ale też wiele łez. Do tego pojawiają się co parę rozdziałów dodatki w postaci np. listów, notatek, rzeczy, które kochamy w walentynkach czy fiszek z indeksu głównej bohaterki, co tylko urozmaica czytanie. Zdecydowanie polecam.

Seria "Kwiat paproci" K. B. Miszczuk

W tym rankingu nie mogło zabraknąć również polskiego akcentu, ponieważ od pewnego czasu wspieram rodowych autorów. Jednak te książki nie znalazły się w tym zestawieniu tylko ze względu na pochodzenie Pani Miszczuk. Z czystym sumieniem uważam, że ta seria przebija niektóre zagraniczne, którymi zachwyca się cały świat. Alternatywa Polski, mitologia słowiańska, dziewczyna z przeznaczeniem i przystojny mężczyzna w dodatku! Czego chcieć więcej? Choć Gosława z początku działała mi na nerwy, w kolejnych częściach przechodzi przemianę i staje się zjadliwa. Strzygi, wąpierze, topielce, rusałki, południce... Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Nadprzyrodzone istoty są wokół nas i główna bohaterka z każdym dniem przekonuje się o tym coraz bardziej. W całej tej historii zdarzają się totalnie denerwujące postacie, ale niektóre z nich są epickie. Humor w poszczególnych momentach powala na kolana, czujemy też narastające pożądanie między pewnymi osobami, a także miłość oraz nienawiść. Z niecierpliwością czekam na kolejną część, czyli "Przesilenie". Jeśli macie obawy przed kupnem tej serii, to POZBĄDŹCIE SIĘ ICH! Uwielbiam!

Myślę, że te trzy pozycje zasługują na wyróżnienie, lecz trzeba również powiedzieć parę słów o książkach, które niekoniecznie przypadły mi do gustu.

NAJGORSZE KSIĄŻKI:

"Coś, o czym chciałam ci powiedzieć" A. Munro
Czyli coś, po co nigdy nie powinniście sięgać. Zbiór trzynastu opowiadań, które tak naprawdę nie wniosą nic do Waszego życia, a po prostu zabiorą cenny czas. Mam w zwyczaju kończyć to, co zaczęłam, lecz gdyby moje przyzwyczajenia nie były tak silne, to z pewnością rzuciłabym tę książkę w kąt i nie pozwoliła na to, aby ujrzała światło dzienne. Czekałam na piękne historie o przebaczeniu, miłości, relacjach damsko-męskich oraz starości i przemijaniu, a dostałam kiepskie historyjki, które mnie nudziły. W niektórych częściach nie mogłam się skupić na tym bełkocie. Wyjątkowo znośne było "Przebaczenie w rodzinie" i "Hiszpańska dama". Reszta - szkoda słów. Nigdy nie wrócę do tej pozycji. Następnym razem nie skuszę się na książki z Polomarketu za 10 zł. Czasem nie warto patrzeć na niską cenę, bo można się przejechać. Tak jak było to w moim przypadku.

"Strażnicy światła" A. Geni
Sięgając po ''Strażników Światła'' nie oczekiwałam w sumie niczego. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce, kupienie jej było impulsem. Jednak czytając tę historię, zagłębiając się w nią coraz bardziej, czułam, że to nie jest to. Uważam, że autorka ma dobry styl, tworzy naprawdę piękne opisy, umie oddawać emocje, tworzy coś niesamowitego, ale - no właśnie jest jakieś ale - mimo wszystko sama fabuła jest dość kiepska. Thriller to z pewnością nie jest, nie czułam żadnego niepokoju, napięcia. Prawdę mówiąc opisy Wysp nieco mnie już nużyły. Miałam wrażenie, że w kółko czytam to samo. To prawda, były czasami zwroty akcji, ale trwały dosłownie parę minut, z niczym to się praktycznie nie łączyło. Nie było punktu kulminacyjnego. Zbliżając się do końca książki byłam zawiedziona. Te właśnie kilka zwrotów akcji były wyciśnięte na siłę. Gdyby nie epilog, całość byłaby jeszcze gorsza. Tylko ON trochę uratował tę całą historię.

"Gniazdo" C. D. Sweeney
I teraz czas na coś, co pomimo pięknej okładki, może być złe. Nie tak bardzo jak jej poprzedniczki, ale nadal. Autorka ''Gniazda'' rozpoczyna swoją powieść od ogromnego zdania, które musiałam czytać trzy razy. Analizowałam czy gdzieś nie zgubiłam kropki. Niestety nie. Aczkolwiek to mnie nie odrzuciło. Oczekiwałam książki z humorem, bo to głosiła okładka. Przez całą powieść nie uśmiechnęłam się ani razu, nie wydałam z siebie chichotu. Nie mogłam długo wciągnąć się w tę opowieść, ale w końcu polubiłam niektórych bohaterów. Podsumowując wszystko nie byłam zadowolona, wręcz rozczarowana. Wiem, że wielu osobom ta historia się podoba. Może nie jest najgorszą książką, jaką udało mi się przeczytać, ale nie darzę ją sympatią. Od razu się jej pozbyłam - oddałam siostrze. Nie polecam jej, ale też nie nienawidzę. Po prostu nie wpasowuje się w mój gust.

Tym akcentem kończymy moje podsumowanie 2017 roku. Mam nadzieję, że post nie był aż taki zły i postanowicie zostać ze mną trochę dłużej. Niedługo powinna pojawić się pierwsza recenzja. Czekam na komentarze. Podzielacie moje zdanie? Czy może sądzicie o tych książkach coś zupełnie innego? Zapraszam do dyskusji i zaobserwowania mojego bloga. Pozdrawiam serdecznie!
Copyright © OD KSIĄŻKI STRONY , Blogger