Do tej recenzji podchodziłam kilka razy, gdyż nie umiałam jej rozpocząć w sensowny sposób. Przede wszystkim powinniście wiedzieć, że o "Dworze cierni i róż" słyszałam wielokrotnie bardzo dobre opinie, więc moje wymagania wzrosły do naprawdę wysokiego poziomu. Czy autorce udało się spełnić moje oczekiwania? Cóż, prawdę mówiąc, to nie do końca. Zapraszam do czytania!
Na barkach Feyry spoczywa los jej ojca oraz dwóch starszych sióstr. To ona jest żywicielem rodziny, opiekuje się nimi i dba o ich bezpieczeństwo. Gdy wyrusza do lasu na polowanie, zapuszcza się w pobliże muru, oddzielającego świat ludzki od Prythianu, w którym zamieszkują magiczne istoty. Na jej drodze staje ogromny wilk. Feyra od razu go zabija, nie spodziewając się, że jest on jednym z fae. Wkrótce w drzwiach jej chaty zjawia się Tamlin, pochodzący z Wysokiego Rodu. W postaci złowrogiej bestii, żąda zadośćuczynienia za ten czyn. Dziewczyna musi wybrać – zginąć w nierównej walce lub udać się razem z Tamlinem do Prythianu i spędzić tam resztę swoich dni. Jak potoczą się dalsze losy Feyry?
Na szczęście po jakimś czasie fabuła potoczyła się w innym kierunku, sprawiając, że moje zadowolenie powoli wzrastało. Wątpliwości i nieprawidłowości zaczęły się wyjaśniać, a ja pojęłam, że to właśnie tak miało być. Elementy układały się w całość, czego kompletnie się nie spodziewałam. Bohaterowie też wyrabiali się z rozdziału na rozdział. Tamlina polubiłam, ponieważ wydaje się taki milutki. Nie wiem skąd przyszło mi to określenie, ale inaczej nie potrafię go sklasyfikować. Lucien zdecydowanie przypadł mi do gustu. Sarkastyczny, robiący trochę po złości Feyrze, lecz to właśnie było w nim najlepsze. Poza tym nie był idealny jak większość fae. Miał szpecące go blizny, które nadawały mu charakteru. Rhysand, hm... Ten pan niewątpliwie zdobył moją sympatię. Bije od niego coś takiego, że nie mogę myśleć o nim źle. Chociaż czasem jest niesamowitym dupkiem. A Feyra jak to Feyra. Nie przekonała mnie, jednakże pod koniec przechodzi przemianę. Nie mam ochoty jej już ukatrupić. Więc to chyba dobrze, prawda?
Zapomniałam zaznaczyć, że "Dwór cierni i róż" jest na podstawie "Pięknej i bestii". Podobają mi się motywy z baśni we współczesnych dziełach. I mimo że Feyrze brakuje do zaczytanej Belli (bowiem sama nie potrafi pisać i czytać), to wydaje mi się, że był to interesujący ukłon w stronę pierwowzoru.
Podsumowując, jest to pozycja, która nie była taka, jaką ją sobie wyobrażałam. Oczekiwałam czegoś znacznie lepszego, ale nie twierdzę, że ta książka była zła. Po prostu nie tak dobra jak myślałam. Jednak nie zamierzam was zniechęcać, bo może wam bardziej przypadnie do gustu. Po kolejne tomy sięgnę, ale jeszcze nie mam pojęcia kiedy. Chciałabym was tylko ostrzec, że dopiero po ponad stu dwudziestu stronach historia się rozkręca. Nie zrażajcie się początkiem, bo koniec akurat był niezły. Trzymajcie się i do następnego ✋
Na barkach Feyry spoczywa los jej ojca oraz dwóch starszych sióstr. To ona jest żywicielem rodziny, opiekuje się nimi i dba o ich bezpieczeństwo. Gdy wyrusza do lasu na polowanie, zapuszcza się w pobliże muru, oddzielającego świat ludzki od Prythianu, w którym zamieszkują magiczne istoty. Na jej drodze staje ogromny wilk. Feyra od razu go zabija, nie spodziewając się, że jest on jednym z fae. Wkrótce w drzwiach jej chaty zjawia się Tamlin, pochodzący z Wysokiego Rodu. W postaci złowrogiej bestii, żąda zadośćuczynienia za ten czyn. Dziewczyna musi wybrać – zginąć w nierównej walce lub udać się razem z Tamlinem do Prythianu i spędzić tam resztę swoich dni. Jak potoczą się dalsze losy Feyry?
"- Ciesz się swoim ludzkim sercem, Feyro. Żałuj tych, którzy nie czują już nic."Kilka pierwszych rozdziałów nudziło mnie na tyle, że musiałam odkładać książkę i wracałam do niej następnego dnia. Brakowało mi w niektórych momentach sensu, bohaterowie niesamowicie mnie drażnili, a cały ten pomysł na sprowadzenie Feyry do Prythianu wydawał mi się niedorzeczny. Uważałam, że wymyślenie Traktatu i takiego wpisu, było tylko kiepską koncepcją na dostarczenie głównej postaci do magicznej krainy. Do tego wieczne niezadowolenie tejże dziewczyny, doprowadzało mnie na skraj cierpliwości. Przecież powinna być wdzięczna. Mogła umrzeć, a dostała drugą szansę, gdzie miała co jeść, mogła się wyspać, nie musiała już o nikogo dbać, nie była niewolnikiem, robiła co chciała. W dodatku jej rodzina też dostała wynagrodzenie. A ona mimo tego pozostawała opryskliwa, niemiła i wciąż opracowywała plan ucieczki. Dobrze, rozumiałam, że tęskniła za bliskimi, ale w rzeczywistości każde z nich miało teraz lepiej. Nie można być aż takim egoistą!
Na szczęście po jakimś czasie fabuła potoczyła się w innym kierunku, sprawiając, że moje zadowolenie powoli wzrastało. Wątpliwości i nieprawidłowości zaczęły się wyjaśniać, a ja pojęłam, że to właśnie tak miało być. Elementy układały się w całość, czego kompletnie się nie spodziewałam. Bohaterowie też wyrabiali się z rozdziału na rozdział. Tamlina polubiłam, ponieważ wydaje się taki milutki. Nie wiem skąd przyszło mi to określenie, ale inaczej nie potrafię go sklasyfikować. Lucien zdecydowanie przypadł mi do gustu. Sarkastyczny, robiący trochę po złości Feyrze, lecz to właśnie było w nim najlepsze. Poza tym nie był idealny jak większość fae. Miał szpecące go blizny, które nadawały mu charakteru. Rhysand, hm... Ten pan niewątpliwie zdobył moją sympatię. Bije od niego coś takiego, że nie mogę myśleć o nim źle. Chociaż czasem jest niesamowitym dupkiem. A Feyra jak to Feyra. Nie przekonała mnie, jednakże pod koniec przechodzi przemianę. Nie mam ochoty jej już ukatrupić. Więc to chyba dobrze, prawda?
"- Czy nie sypiasz nocami, aby przygotować sobie świeży zapas ciętych ripost na kolejny dzień?"Nie mogłabym nie wspomnieć, że do przeczytania zmusiła mnie moja koleżanka Zuzanna, którą z tego miejsca chciałabym pozdrowić (tak, wiem, że to czytasz). Gdyby nie ona pewnie jeszcze przez długi okres nie tknęłabym pierwszego tomu serii, choć na mojej półce są już wszystkie trzy. Codzienne pytania: "Jak tam Dworki?", "Na którym jesteś rozdziale?", "Ile ci zostało?" bardzo mnie motywowały. Dzięki wielkie! Przez to też nie skreśliłam tej trylogii, ponieważ doszły mnie słuchy, że dalsze części są ciekawsze i dzieje się w nich naprawdę sporo. Chyba to mnie najbardziej zachęca do sięgnięcia po kontynuację.
Zapomniałam zaznaczyć, że "Dwór cierni i róż" jest na podstawie "Pięknej i bestii". Podobają mi się motywy z baśni we współczesnych dziełach. I mimo że Feyrze brakuje do zaczytanej Belli (bowiem sama nie potrafi pisać i czytać), to wydaje mi się, że był to interesujący ukłon w stronę pierwowzoru.
Podsumowując, jest to pozycja, która nie była taka, jaką ją sobie wyobrażałam. Oczekiwałam czegoś znacznie lepszego, ale nie twierdzę, że ta książka była zła. Po prostu nie tak dobra jak myślałam. Jednak nie zamierzam was zniechęcać, bo może wam bardziej przypadnie do gustu. Po kolejne tomy sięgnę, ale jeszcze nie mam pojęcia kiedy. Chciałabym was tylko ostrzec, że dopiero po ponad stu dwudziestu stronach historia się rozkręca. Nie zrażajcie się początkiem, bo koniec akurat był niezły. Trzymajcie się i do następnego ✋
