08:00

"Żniwiarz: Czerwone słońce" - Paulina Hendel | Recenzja

"Żniwiarz: Czerwone słońce" - Paulina Hendel | Recenzja
Myślę, że ta recenzja skierowana jest przede wszystkim do osób, które przeczytały pierwszą część Żniwiarza, gdyż mogą pojawić się spoilery z Pustej nocy. Słowem wstępu: najbardziej rozczarowująca kontynuacja serii, jaką przeczytałam w tym roku i kiedykolwiek. Zapraszam do dalszej lektury!

Po ostatnich perypetiach Magda wraca do życia w innym ciele, zmienia się również jej charakter… Razem z Feliksem chcą odszukać i unicestwić Pierwszego, najbardziej niebezpieczną istotę z jaką przyszło im się mierzyć. Gdy trafiają na Mateusza, który po wydarzeniach z poprzedniego roku wyprowadził się z Wiatrołomu, we troje wyruszają na poszukiwania zaginionego żniwiarza. A na świecie z niewiadomych przyczyn pojawia się coraz więcej nawich.​
"– Nie mogłaś zostać żniwiarzem – szepnął.
– A jednak. Dla chcącego nic trudnego. I mam nawet tatuaż, wiesz?"
Czerwone słońce zapowiadało się naprawdę dobrze. Dostaliśmy intrygującą końcówkę, więc Paulina Hendel w drugiej części miała szerokie pole do popisu. Niestety, ale nie wykorzystała swojej szansy i stworzyła coś, co w rzeczywistości nie posiadało w sobie ani krzty akcji. Oczywiście, kilkukrotnie otrzymywaliśmy opisy zabijania kolejnych demonów, które dręczyły ludzi na terenie Polski, ale według mnie były to tylko zapychacze, mające ukryć, że nic się nie dzieje, a fabuła swoi w miejscu. Uzyskaliśmy piętnaście długich rozdziałów, polegających wyłącznie na spotkaniach Feliksa, Magdy i Mateusza, którzy od czasu do czasu pokonali bezkosta, spaleńca czy zmorę. Och, ileż emocji, prawda? Nie.

Nie zapominajmy o wątku pani Janiny i jej dwóch wnuków-karków. Podejrzewam, iż miał być to wątek komediowy. Cóż, kompletnie nie wyszedł, ale śmiałam się. Śmiałam z zażenowania. Teksty, które dzieci z podstawówki używały dziesięć lat temu, irytujące dialogi i żenujące sytuacje – tak wyglądały fragmenty poświęcone tej trójce. Nie wierzę, że autorka napisała takie momenty i co gorsza, ujrzały one światło dzienne. W końcówce nawet przyzwyczaiłam się do Sebastiana i Adriana (Seba i Adi, nadal bawią mnie te imiona, ponieważ idealnie pasują do braci-ziomeczków spod bloku), czego nie mogę powiedzieć o Magdzie. Co się stało z tą postacią, to tylko Pan Bóg wie. I niewątpliwie autorka. Rozumiem jej przemianę, bowiem zmieniła ciało, a jego poprzednia właścicielka miała wybuchowy charakter, ale bez przesady. Drażniła mnie na każdym kroku, jej decyzje były po prostu głupie. Chciała pochwalić się swoją sprawnością w likwidowaniu nawich, lecz nie wychodziło jej to. W myślach krzyczałam na nią, aby się ogarnęła. Nie zrobiła tego. Trzy razy nie dla nowej Magdaleny Wojny.
"– [...] sądzi, że ukradliśmy cały majątek jej siostry, łącznie z rodową, srebrną zastawą.
– Ale my nigdy nie mieliśmy rodowej...
– Przecież wiem!"
Jeśli jesteśmy już przy bohaterach, to jedynie mogę pochwalić Mateusza. On także się zmienił, ale raczej na lepsze. Mimo chłodu, jakim wszystkich obdarzał, to przekonuje mnie do siebie. Jego kuzyn również jest w porządku. Drzemie w nim trochę takiej niewinności, ale mi się to podoba. Feliks jak to Feliks. Nic nadzwyczajnego. Nie działał mi na nerwy. Chociaż tyle. Reszta stanowi tylko tło dla całej historii, więc wypowiadanie się o nich jest stratą czasu.

Ogólnie rzecz biorąc, moim zdaniem Czerwone słońce przypomina mi wielki prolog, czyli liczący ponad czterysta stron wstęp do Trzynastego księżyca (trzeciej części serii). Stwierdzam to całkiem poważnie. Tutaj nic się nie działo. Dopiero jakieś ostatnie dwa rozdziały sprawiły, że lekko się zainteresowałam. Dowiedzieliśmy się parę rzeczy i główna akcja dopiero się potoczy. Tylko ta myśl trzyma mnie przy postanowieniu skończenia trylogii. Jednakże nadal jestem rozczarowana. Pusta noc nie była wybitnym dziełem, ale zawiesiła poprzeczkę dosyć wysoko. Gdyby poprzedni tom był nieco gorszy, to może nie zawiodłabym się tak bardzo, ale przez to moja ocena gwałtownie spadła.

Nie ma co podsumowywać. W recenzji wyraziłam się dosyć jasno. Czułam się jakbym czytała o niczym. Wciąż czekałam na rozkręcenie fabuły, po czym zorientowałam się, że za chwilę skończę całą książkę. Było źle. I tyle. Czytaliście Źniwiarza? Jaka jest wasza opinia? Podzielcie się ze mną, bo nie wiem czy tylko mi się nie podobało. A tymczasem trzymajcie się i do następnego! 😍

10:00

"Dwór cierni i róż" - Sarah J. Maas | Recenzja

"Dwór cierni i róż" - Sarah J. Maas | Recenzja
Do tej recenzji podchodziłam kilka razy, gdyż nie umiałam jej rozpocząć w sensowny sposób. Przede wszystkim powinniście wiedzieć, że o "Dworze cierni i róż" słyszałam wielokrotnie bardzo dobre opinie, więc moje wymagania wzrosły do naprawdę wysokiego poziomu. Czy autorce udało się spełnić moje oczekiwania? Cóż, prawdę mówiąc, to nie do końca. Zapraszam do czytania!

Na barkach Feyry spoczywa los jej ojca oraz dwóch starszych sióstr. To ona jest żywicielem rodziny, opiekuje się nimi i dba o ich bezpieczeństwo. Gdy wyrusza do lasu na polowanie, zapuszcza się w pobliże muru, oddzielającego świat ludzki od Prythianu, w którym zamieszkują magiczne istoty. Na jej drodze staje ogromny wilk. Feyra od razu go zabija, nie spodziewając się, że jest on jednym z fae. Wkrótce w drzwiach jej chaty zjawia się Tamlin, pochodzący z Wysokiego Rodu. W postaci złowrogiej bestii, żąda zadośćuczynienia za ten czyn. Dziewczyna musi wybrać – zginąć w nierównej walce lub udać się razem z Tamlinem do Prythianu i spędzić tam resztę swoich dni. Jak potoczą się dalsze losy Feyry?
"- Ciesz się swoim ludzkim sercem, Feyro. Żałuj tych, którzy nie czują już nic."
Kilka pierwszych rozdziałów nudziło mnie na tyle, że musiałam odkładać książkę i wracałam do niej następnego dnia. Brakowało mi w niektórych momentach sensu, bohaterowie niesamowicie mnie drażnili, a cały ten pomysł na sprowadzenie Feyry do Prythianu wydawał mi się niedorzeczny. Uważałam, że wymyślenie Traktatu i takiego wpisu, było tylko kiepską koncepcją na dostarczenie głównej postaci do magicznej krainy. Do tego wieczne niezadowolenie tejże dziewczyny, doprowadzało mnie na skraj cierpliwości. Przecież powinna być wdzięczna. Mogła umrzeć, a dostała drugą szansę, gdzie miała co jeść, mogła się wyspać, nie musiała już o nikogo dbać, nie była niewolnikiem, robiła co chciała. W dodatku jej rodzina też dostała wynagrodzenie. A ona mimo tego pozostawała opryskliwa, niemiła i wciąż opracowywała plan ucieczki. Dobrze, rozumiałam, że tęskniła za bliskimi, ale w rzeczywistości każde z nich miało teraz lepiej. Nie można być aż takim egoistą!

Na szczęście po jakimś czasie fabuła potoczyła się w innym kierunku, sprawiając, że moje zadowolenie powoli wzrastało. Wątpliwości i nieprawidłowości zaczęły się wyjaśniać, a ja pojęłam, że to właśnie tak miało być. Elementy układały się w całość, czego kompletnie się nie spodziewałam. Bohaterowie też wyrabiali się z rozdziału na rozdział. Tamlina polubiłam, ponieważ wydaje się taki milutki. Nie wiem skąd przyszło mi to określenie, ale inaczej nie potrafię go sklasyfikować. Lucien zdecydowanie przypadł mi do gustu. Sarkastyczny, robiący trochę po złości Feyrze, lecz to właśnie było w nim najlepsze. Poza tym nie był idealny jak większość fae. Miał szpecące go blizny, które nadawały mu charakteru. Rhysand, hm... Ten pan niewątpliwie zdobył moją sympatię. Bije od niego coś takiego, że nie mogę myśleć o nim źle. Chociaż czasem jest niesamowitym dupkiem. A Feyra jak to Feyra. Nie przekonała mnie, jednakże pod koniec przechodzi przemianę. Nie mam ochoty jej już ukatrupić. Więc to chyba dobrze, prawda?
"- Czy nie sypiasz nocami, aby przygotować sobie świeży zapas ciętych ripost na kolejny dzień?"
Nie mogłabym nie wspomnieć, że do przeczytania zmusiła mnie moja koleżanka Zuzanna, którą z tego miejsca chciałabym pozdrowić (tak, wiem, że to czytasz). Gdyby nie ona pewnie jeszcze przez długi okres nie tknęłabym pierwszego tomu serii, choć na mojej półce są już wszystkie trzy. Codzienne pytania: "Jak tam Dworki?", "Na którym jesteś rozdziale?", "Ile ci zostało?" bardzo mnie motywowały. Dzięki wielkie! Przez to też nie skreśliłam tej trylogii, ponieważ doszły mnie słuchy, że dalsze części są ciekawsze i dzieje się w nich naprawdę sporo. Chyba to mnie najbardziej zachęca do sięgnięcia po kontynuację.

Zapomniałam zaznaczyć, że "Dwór cierni i róż" jest na podstawie "Pięknej i bestii". Podobają mi się motywy z baśni we współczesnych dziełach. I mimo że Feyrze brakuje do zaczytanej Belli (bowiem sama nie potrafi pisać i czytać), to wydaje mi się, że był to interesujący ukłon w stronę pierwowzoru.

Podsumowując, jest to pozycja, która nie była taka, jaką ją sobie wyobrażałam. Oczekiwałam czegoś znacznie lepszego, ale nie twierdzę, że ta książka była zła. Po prostu nie tak dobra jak myślałam. Jednak nie zamierzam was zniechęcać, bo może wam bardziej przypadnie do gustu. Po kolejne tomy sięgnę, ale jeszcze nie mam pojęcia kiedy. Chciałabym was tylko ostrzec, że dopiero po ponad stu dwudziestu stronach historia się rozkręca. Nie zrażajcie się początkiem, bo koniec akurat był niezły. Trzymajcie się i do następnego ✋

18:00

Luty & Marzec 2018 | Podsumowanie

Luty & Marzec 2018 | Podsumowanie
Cześć i dzień dobry,
właśnie rozpoczął się kwiecień, a mi nawet nie udało się podsumować lutego. Dlatego postanowiłam połączyć dwa miesiące ze sobą, aby wszystko miało ręce oraz nogi. Poza tym w lutym udało mi się przeczytać zaledwie trzy książki, więc robienie osobnej notki byłoby po prostu bez sensu. A tak przynajmniej mogę wam opowiedzieć o ośmiu ciekawych pozycjach. Życzę miłego czytania 😁

Od razu uprzedzam, że jeśli chcecie poznać szerszą recenzję danej książki, wystarczy wejść w jej tytuł. Jednak nie przedłużajmy już. Na pierwszy ogień pójdzie "Okrutna pieśń" Victorii Schwab, która jest rozpoczęciem dylogii (przynajmniej takie plotki obiły mi się o uszy). Lektura spodobała mi się. Urzekł mnie świat przedstawiony, bowiem został skonstruowany bardzo dobrze. Kreacja  głównych bohaterów również na wysokim poziomie. Polecam. Następnie zabrałam się za "Dotyk Julii" Tahereh Mafi, ale nie mogę powiedzieć, że byłam zadowolona. Pomysł może i był w porządku, ale gorzej z wykonaniem. Większość rozdziałów niezwykle mnie nudziła. Niestety, ale rozczarowałam się. Na szczęście "Moja lady Jane" trzech autorek-koleżanek uratowała sytuację. Nie nazwałabym tego wybitnym dziełem, ale parę razy się uśmiechnęłam czy roześmiałam. Ciekawa historia, lecz nie dla wszystkich. Spodziewałam się czegoś złego, a dostałam coś zupełnie przeciwnego. Na tym zakończył się luty, a rozpoczął marzec. Przez ponad połowę miesiąca nie tknęłam ani jednej książki, lecz później mi się odmieniło i sięgałam po wiele pozycji. "Z otchłani" Martyny Senator skasowało niechęć do czytania. Jestem za to wdzięczna! Tutaj zdecydowanie polecam, gdyż drugi tom spodobał mi się bardziej od "Z popiołów". Współczesna opowieść miłosna. Inaczej tego określić się nie da. Zaraz potem pojawiła się na horyzoncie "Cesarzowa kart" Kresley Cole. Uważam, że ta pozycja jest odrobinę specyficzna i początek nie każdemu może się spodobać. Później jest dużo lepiej. Poruszamy rzadko spotykany temat, czyli postaci z kart Tarota. Mogę polecić, ale ręki nie dam sobie uciąć, że akurat wam przypadnie do gustu. Nadszedł czas na najlepszą książkę w tym podsumowaniu, czyli "It ends with us" Colleen Hoover, która oczarowała mnie od pierwszej strony. Zachęcam do zapoznania się z treścią, ale bez czytania opisu z tyłu okładki. Nie potrafię powiedzieć ani jednego złego słowa na tę lekturę. Teraz przechodzimy do "Czasu Żniw" Samanthy Shannon. TO. BYŁO. GENIALNE. Świetna fantastyka, świetny pomysł, świetni bohaterowie. Wszystko było świetne. Ostrzegam, że wstęp trudny do zrozumienia, ale później płynie się w tej historii. I ostatnia książka to "Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas, której nie udało mi się jeszcze zrecenzować. Niedługo powinien pojawić się post na ten temat. Wyczekujcie!
Tym sposobem zbliżamy się do nowego punktu, czyli przedstawienia książek, które udało mi się zakupić w danym miesiącu (w tym przypadku dwóch miesięcy). Nie jest ich wiele, a kilka z nich doczekało się już swojej recenzji. Mam tutaj na myśli "Cesarzową kart", "It ends with us", "Z otchłani" i "Czas żniw". Oprócz tego na mojej półce zagościły takie pozycje jak:
  • "Promyczek" Kim Holden 
  • "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno" Kirsty Moseley
  • "Zakon mimów" Samantha Shannon
  • "Egomaniac" Vi Keeland
  • "Wetern" Katy Regnery
Myślę, że za parę z nich niedługo się wezmę, więc oczekujcie kolejnych recenzji.
Jeśli chodzi o seriale, które obejrzałam w tym okresie, to mogę się trochę pochwalić. Przede wszystkim "Once upon a time". Przebrnęłam przez ponad trzy sezony, dlatego teraz znajduję się gdzieś w połowie czwartego. Aktualnie moje zainteresowanie spadło, ale często miewam takie kryzysy. Co mogę powiedzieć? Podoba mi się. Nie jakoś szczególnie, ale tamten świat bardzo mnie urzekł. Uwielbiam baśnie, a połączenie ich wszystkich w jedno, to coś pięknego. Ruszyłam także z "Czarodziejkami", ale tylko kilka odcinków, więc praktycznie nadal stoję w miejscu. Pokusiłam się o pilota "Glee", lecz nie wiem jak to się dalej potoczy i czy będę kontynuować. Nowym serialem, który niedawno się pojawił jest "Life sentence". Szczerze? Oglądam, bo występuje w nim Lucy Hale (dla mnie to na zawsze będzie Aria), ale szału nie ma. Fabuła wydaje się ciekawa, ale początek nie urzekł mnie zbyt mocno. Mamy historię dziewczyny, która pokonuje raka. Kiedy dowiaduje się, że jej życiu nie zagraża już choroba, wydaje się, że to koniec nieprzyjemności dla Stelli. Na jej nieszczęście okazuje się, że przez te wszystkie lata jej rodzina, przyjaciele i ukochany przed nią grali, gdyż wiedzieli, iż niedługo umrze, a chcieli by było idealnie. Tym sposobem odkrywamy, że rodzice Stelli mają problemy, tata wpadł w długi, mama umawia się z dziewczyną, chłopak nigdy nie mówił jej o sobie prawdy, a rodzeństwo... Tutaj musicie się przekonać sami! Mam nadzieję, że serial niedługo się rozkręci.

Na tym zakończymy dzisiejszy post. Czy podoba wam się taka forma podsumowania? Czy dodalibyście coś, czy może odjęlibyście? Dajcie znać! A tymczasem do następnego 💘

15:50

"Czas żniw" - Samantha Shannon | Recenzja

"Czas żniw" - Samantha Shannon | Recenzja
Tę serię chciałam rozpocząć już dawno temu, bowiem słyszałam o niej wiele dobrego. Nadszedł ten moment, kiedy mogę powiedzieć, że nareszcie udało mi się to zrobić. Pierwszy tom mam już za sobą i z chęcią opowiem wam o nim trochę więcej. Z radością stwierdzam, że ta recenzja będzie należeć do pozytywnych.

Mamy rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige to unikat. Posiada dar jasnowidzenia, jednak nie jest tylko wróżem, czytającym z kart czy igieł. Jest sennym wędrowcem. W jej świecie zdradą jest już sam fakt, że oddycha. Dziewczyna pracuje w kryminalnym podziemiu, aby chronić się przed Sajonem, który uważa takich jak ona za chorych. Splot niefortunnych zdarzeń sprawia, że Paige zostaje porwana przez starożytną rasę Refaitów, prowadzących od dwustu lat kolonię karną dla wszelkiego rodzajów jasnowidzów. Ład, dyscyplina, zasady. Blada śniąca trafia pod opiekę tajemniczego Naczelnika, który od teraz jest jej panem, a zarazem naturalnym wrogiem. Aby odzyskać wolność, musi dostosować się do reguł panujących w miejscu, w którym została przeznaczona na śmierć.
"- Rozmawiamy dopiero od dziesięciu minut, Paige. Postaraj się nie wyczerpać całego swego sarkazmu na jednym wydechu."
Przed przystąpieniem do lektury kilku znajomych oraz recenzentów nieco mnie przestraszyło początkiem, twierdząc, że jest niezwykle trudny to zrozumienia, że przez pierwsze sto stron ledwo dajemy radę. Na szczęście nie było tak źle. Z czystym sumieniem przyznaję, iż pierwszy rozdział był skomplikowany, aczkolwiek wstęp do książki fantasy nigdy nie należy do najprostszych, lecz dalej jest już o wiele lepiej. Oczywiście, sięgałam po słowniczek, który znajduje się na ostatnich stronach, aby przypominać sobie, co oznaczają poniektóre nazwy, zerkałam na mapę oraz do innych notatek, lecz były to czynności rzadko wykonywane. Sporo pojęć rozszyfrowałam sama, domyśliłam się z kontekstu. Nie mówię, że kilka nie sprawiło mi trudności, ale też bez przesady. Nie wiem jak wy odbierzecie rozpoczęcie książki, bo to sprawa indywidualna, jednakże ja nie wspominam go wcale aż tak źle. Jeśli zaś chodzi o wcześniej wspomniany słownik, to uważam, że warto by było dodać do niego rozwinięcie paru ważnych skrótów, które po kilkudziesięciu stronach gdzieś mi ulatywały.

Fabuła, jak i jej rozwinięcie, zachwyciła mnie. Wykreowany świat jest naprawdę intrygujący i dopracowany w najmniejszych szczegółach. Nie było chyba momentu, który był nudzący lub niewzbudzający zainteresowania. Cały czas chciałam się dowiedzieć o dalszych losach Paige i innych postaci, które trafiły do mojego serca. Sam pomysł jest genialny, przedstawione wydarzenia spodobały mi się. Wątki dotyczące jasnowidzenia, wkradania się do czyjegoś umysłu, wędrowania po sennym krajobrazie, łączenia się z zaświatami oraz przywoływania duchów ciekawiły mnie, gdyż uwielbiam taką tematykę. Autorka opisała to w łatwy do pojęcia sposób, przez co całość wydawała się niesamowicie interesująca. Zachłysnęłam się tą historią, pochłonęła mnie na dłuższy okres.
"- Nie jesteś niemową - powiedział. - Odezwij się.
- Myślałam, że nie mam prawa odzywać się bez pozwolenia.
- Zezwalam ci. 
- Nie mam nic do powiedzenia."
Paige przypadła mi do gustu. Pod względem odwagi, lojalności i takiego poczucia postępowania w właściwy sposób, przypomina mi Penrym z "Angelfall" Susan Ee, którą darzę wielką sympatią. Jednak nasza bohaterka różni się tym, że jest bardziej harda, niewątpliwie sarkastyczna i potrafiąca postawić na swoim. Jej teksty były w punkt. Sposób w jaki traktowała Refaitów był godny podziwu. Kiedy inni trzęśli się ze strachu albo przechodzili na ich stronę, ona potrafiła się im sprzeciwić. Analizowała otaczającą ją przestrzeń, ufała tylko niektórym i nie zamierzała wydawać swoich przyjaciół. Kłamała na ich temat tak długo jak mogła. Zdecydowanie polubiłam również Juliana, Nicka, Liss, Davida oraz Arcturusa. Przy ostatniej postaci chwilę się zatrzymamy. Jego kreacja była wprost genialna. Przekonał mnie do siebie od razu. Czekam na więcej momentów z tym panem. Poza tym uważam, że najlepsze romanse rozpoczynają się albo od opatrzenia ran swojemu wrogowi, albo darowania mu życia. Czas na ocenę końcową.

Podsumowując, "Czas żniw" to bardzo dobra książka. Jestem jak najbardziej na tak. Przyznam, że to jedna z trudniejszych recenzji, jaką napisałam, ponieważ nie do końca wiedziałam, co chcę przekazać. Ta pozycja podobała mi się, ale nie potrafiłam odpowiednio ubrać w słowa swoich myśli. Jednak mam nadzieję, że chociaż w pewnym stopniu zachęciłam was do sięgnięcia po tom pierwszy. Polecam z całego serca. Moja przygoda z tą serią dopiero się rozpoczęła, ale z pewnością szybko nie skończy. Trzymajcie się i do następnego 😊

10:00

Książka prawdę ci powie | Tag

Książka prawdę ci powie | Tag
Cześć,
tak naprawdę nie spodziewałam się, że kiedykolwiek przyjdę do was z tagiem. Jednak nadszedł taki dzień, w którym postanowiłam się trochę pobawić. Oczywiście zachęcam do dołączenia do mnie. Książka prawdę ci powie, to tag, o którym usłyszałam dopiero wtedy, kiedy wstawiła go Marta z bloga Przemyślenia ZaczytanejBelli. Od razu mi się spodobał, a widząc, że jestem pod nim oznaczona, nie pozostało mi nic innego, jak wykonać go samodzielnie.

Ale o co tutaj chodzi? Już tłumaczę! Wybieramy jakąkolwiek książkę ze swojej biblioteczki, otwieramy na losowej stronie z zamkniętymi oczami, po czym wskazujemy dowolne słowo/zdanie, które przepisujemy. Myślę, że zasady są dosyć proste. Na razie nie zdradzę książki, po którą sięgnęłam. Zobaczymy czy uda wam się zgadnąć. Zapraszam na parę minut rozrywki 😁
1) Słowo, które określa Twoją osobowość.
"Strzechy" (str. 250)
Okej, musiałam sprawdzić co znaczy to wyrażenie i okazało się, że słomiane lub trzcinowe pokrycie domu. Przyjmijmy więc, że moja interpretacja tekstów jest na wysokim poziomie, ponieważ nawet ładnie się z tego wymigałam. Moim zdaniem oznacza to, że chronię swoją rodzinę tak, jak dach chroni przed deszczem. Czyli wychodzi na to, że jestem opiekuńcza i troskliwa, o :D
2) Słowo, które określa Twoje marzenia.
"Dorosnąć" (str. 90)
W sumie... w sumie by się zgadzało. To, że jestem pełnoletnia nie sprawia, że jestem w pełni dorosła. Myślę, że nadal mam w sobie coś z dziecka. Uwielbiam oglądać bajki, grać w planszówki i zachowywać się beztrosko. Ale może faktycznie czas dorosnąć :)
3) Słowo, które powinieneś powiedzieć swoim wrogom.
"Nie mam na to czasu" (str. 459) 
O, dokładnie tak! Może nie mam wrogów, ale jeśli kogoś nie lubię, to nie zamierzam mu poświęcać mojego cennego czasu 😈
4) Słowo, które opisuje Twoje życie uczuciowe
"Herbatka u znajomych" (str. 365)
No tak, wszystko jasne. I jak najbardziej trafne. Mimo że totalnie wyrwane z kontekstu, haha. Lepsza herbatka z przyjaciółmi niż zaprzątanie sobie głowy jakimiś tam chłopakami XD
5) Słowo, które opisuje coś, co nigdy Ci się nie wydarzy.
"Zwiędły kalafior" (str. 232)
Dobrze, że nie wylosowałam tego przy kolejnym podpunkcie. Wtedy byłoby ciekawie. Raz taka sytuacja miała miejsce w moim życiu... Pomijając, że był to brokuł. Rozerwało to moje serce na kawałki. Biedny, zwiędnięty brokuł 😭Dobrze, że już nigdy mi się to nie przydarzy!
6) Zdanie, które powinnaś sobie wytatuować.
"TRAGEDIA!" (str. 35)
Już chyba wolałabym zwiędłego kalafiora. Tak, te dwie kategorie powinny się ze sobą zamienić. Mam tylko nadzieję, że tatuaż będzie w mało widocznym miejscu... Choć najlepiej jakby w ogóle go nie było.
7) Zdanie, które opisuje, co powinnaś zrobić, by zapewnić sobie natychmiastowe bogactwo.
"Ciągle ten sarkazm!" (str. 213)
Oho, jeśli dzięki sarkazmowi zdobywałoby się bogactwo, pewnie w tym momencie byłabym milionerką. Ale zawsze to jakiś biznesplan!
8) Zdanie, które powinnaś wykrzyczeć, wskakując na pokład statku, na którym odpłyniesz w podróż swoich marzeń.
"Żenada!" (str. 115)
Czy ta książka posiada tylko takie słowa? Gdzie się podział romantyzm i piękne dialogi? Miało być zdanie, ale to właśnie ten wyraz rzucił mi się w oczy. Myślę, że to przeznaczenie :D
9) Zdanie, które opisuje Twoją przyszłość.
"Dobrze jest znaleźć sobie hobby" (str. 245)
Coś pozytywnego! Kolejne hobby? Czemu nie! Mam ich już trochę, ale z chęcią poszerzę swoje zainteresowania o jeszcze jedną rzecz. Wiem jedno. Nie będzie to nic związane ze sportem ani aktywnością fizyczną 😝
10) Otaguj nowych blogerów i zadedykuj im jakieś zdanie
"Jak wam minęło Boże Narodzenie?" (str. 371)
Przed nami inne święta, ale możemy trochę powspominać. Mam nadzieję, że minęły wam jak najlepiej i zapraszam do zabawy! :D

Więc udało się, zakończyłam tag. Świetnie się bawiłam, losując strony w książce i natrafiając palcem na słowa i wyrażenia. Jeśli zaś chodzi o pozycję, którą wybrałam, to dum, dum, dum, była to "Love, Rosie" Ceceli Ahern w wersji kieszonkowej. Czytaliście? Trzymajcie się i do następnego :)
Copyright © OD KSIĄŻKI STRONY , Blogger